Pamięci kaktusa.
wrzesień 21, 2007
Zdechł mi kaktus. Ten dzień nie będzie fajny.
Jeszcze patrzę na zegarek, jakby to miało coś zmienić. Zmęczyłem się – tym patrzeniem, tą sprawą z kaktusem.
Nie potrafisz niczego doprowadzić do końca – zrobiłbyś coś ze sobą, porobił jakieś ćwiczenia. Nawet kaktusa zabiłeś.
A ten kaktus przecież był prezentem na urodziny dla kogoś, kto nagle stał się odpowiedzialny.
Myślałam, że jesteś odpowiedzialny.
Myślałam, że jesteś.
Zdechł mi kaktus. Wciąż tkwi w idiotycznej doniczce, mizerny, uschnięty, skurczony. Straszy łamliwymi igłami, a całość wygląda, jak zraniony pies, który nie pozwala sobie pomóc. Zdechł mi kaktus, wiedziałem, że ten dzień nie będzie ładny.
No nie, ja naprawdę zabiłem kaktusa. Naprawdę ta pustynna roślina zmarła śmiercią tragiczną, bo jak nazwać śmierć z braku wody. Jak czuje się człowiek, która zamordował własnego kaktusa?
Porób jakieś ćwiczenia. Nie stój tak, nie siedź, aż tyle wypaliłeś, aż tyle wczoraj przepiłeś? Porób jakieś ćwiczenia. Zobacz na Pawła, on już ma prawo jazdy, a w domu prawdziwą akację. Kariera, jak Pan Bóg przykazał i Pan Rodzic.
I może masz jeszcze siłę, żeby wstać, żeby sięgnąć po papierosa i zapalić. Ale nie. Papierosa nie ma, skończyły się wczoraj, bo papierosy zawsze kończą się wczoraj.
wrzesień 21, 2007 at 6:32 pm
maciek! kurwa, jak to zdechł kaktus!!!???